When I was a child I used to have an imaginary friend, he would listen to what I had to say, he would grant me wishes if I asked him and he would be with me wherever I went. Then I grew up and stopped going to church. Jimmy Carr
Odwiedzilo:

wtorek, 01 sierpnia 2006
Boniek: Współczuję Beenhakkerowi
Przegląd Sportowy/MS /07:49
- Czy pomogę Leo Beenhakkerowi? Zapewniam, że nie zamierzam być jego konsultantem ani nikim w tym rodzaju – powiedział „Przeglądowi Sportowemu” Zbigniew Boniek.
Holender nie był faworytem Bońka w wyścigu do fotela trenerskiego.

- Nikogo nie lansowałem. Zwracałem tylko uwagę, że w obecnej sytuacji należy postawić na polskiego trenera, który ma właściwe rozeznanie w realiach naszej piłki. Skoro jednak wybór padł na Beenhakkera, szanuję tę decyzję, bo mówimy o wielkim fachowcu – dodał „Zibi”.
- Nie zamierzam go atakować również dlatego, że chodzi o dobro polskiej piłki. Mogę mu najwyżej współczuć, bo podjął się bardzo trudnego zadania. No i jeszcze ten mecz z Danią na początek. Na Duńczykach zęby łamała już sobie reprezentacja Janasa i… Bońka. Ale oczywiście udzielą mu wsparcia, jeśli zwróci się do mnie z taką prośbą. Na pewno jednak nie zamierzam być jakimś „supertrenerem” reprezentacji, czy kimś w tym rodzaju – zakończył Boniek.

                     ************************************
Ja też współczuję Beenhakkerowi. Jeśli zawiedzie szalikowcy zrobią z niego miazgę:)
Pokolenie MTV - zamknięty rozdział
Owen Gibson / 31 lipca 2006 07:00

MTV? To było dobre w ubiegłym wieku!
MTV wywołała rewolucję, która na zawsze zmieniła oblicze przemysłu nagraniowego. Teraz, w swoje 25. urodziny, światowy gigant musi jednak stawić czoła potężnej konkurencji ze strony takich portali internetowych jak MySpace, YouTube czy Flickr. Czy jego dni są policzone?
Dzisiejszym nastolatkom pewnie trudno w to uwierzyć, ale telewizja muzyczna była kiedyś postrzegana jako zagrożenie dla przemysłu nagraniowego. Jej marketingowy potencjał doceniono dopiero wtedy, gdy pomogła wypromować gwiazdy takie jak Madonna, Michael Jackson czy George Michael.

Start MTV miał decydujący wpływ na obecną kondycję przemysłu rozrywkowego. Gwiazdy pop zaczęły spędzać więcej czasu w siłowni i wydawać więcej pieniędzy na operacje plastyczne, a ich sukces zaczął zależeć od połączenia muzyki i wizerunku w atrakcyjnym wizualnie opakowaniu. Ta formuła sprawdza się do dziś - zarówno jeśli chodzi o muzyków, jak i nadawców.

Teraz stacja świętuje 25. rocznicę emisji teledysku "Video Killed the Radio Star", który obwieścił jej narodziny. Przy okazji, głośno chwali się, że jest odbierana w 481,5 miliona domów w 179 krajach, oraz że posiada ponad 100 lokalnych kanałów na całym świecie. Nie zmienia to jednak faktu, że pierwotne "pokolenie MTV" to dzisiejsi trzydziesto- i czterdziestolatkowie. I coraz więcej wskazuje na to, że wcale nie przemysł nagraniowy, ale właśnie słynna MTV znalazła się w poważnych opałach. Przeszła już wiele metamorfoz, wywołanych koniecznością konkurowania z innymi programami muzycznymi, teraz musi stawić czoła coraz większej dostępności muzyki w rozmaitych nowych mediach. Czas już chyba na porzucenie odgórnego stylu planowania, tak charakterystycznego dla tej stacji. (...)

Ludzie związani z MTV chwalą ją za przeorientowanie się na programy prezentujące styl życia ("Rodzina Osbournów", "Odpicuj mi brykę", "Jackass"), stanowiące remedium na nadającą teledyski konkurencję. Dowodzą, że stacja idzie z duchem czasów. (...) Okazuje się jednak, że nawyki i upodobania dzisiejszych nastolatków zmieniają się w szaleńczym tempie.

Najnowsza zmiana w MTV daje pojęcie o kierunku, w jakim zmierza cała idea telewizji muzycznej: "odsuwa się" jak najdalej od klasycznie pojmowanej telewizji. Na całym świecie rozpoczęła działalność MTV Overdrive – szerokopasmowa telewizja oferująca programy na żądanie. Planowany jest też jeszcze śmielszy eksperyment pod nazwą Flux. Zastąpi on należący do MTV kanał VH2, gdzie komponent telewizyjny zostanie poszerzony o treści tworzone przez odbiorców – to, co tak dobrze zadziałało w przypadku MySpace, YouTube i innych nowości "Web 2.0". Na ekranie widzowie będą reprezentowani przez awatary w stylu mangi. Za pośrednictwem komórek będzie można zamieszczać blogi, głosować na ulubione utwory i komunikować się z innymi użytkownikami przez internet. (...)

Inni też próbują uszczknąć z tego rynku coś dla siebie. W świecie, gdzie ludzie między 16. a 34. rokiem życia są dla przemysłu reklamowego prawdziwą żyłą złota, muzykę traktuje się jako najlepszy sposób dotarcia do tej grupy. Portale internetowe i firmy telekomunikacyjne starają się więc ugruntować swoją pozycję jako platformy rozpowszechniania muzyki, a sponsorzy nadal przeznaczają miliony na kojarzenie swoich marek z poszczególnymi wykonawcami i festiwalami - albo organizują własne wydarzenia muzyczne.

Wraz ze wzrostem liczby nadawców i ich możliwości technologicznych, rośnie też konkurencja w dostępie do materiałów do publikacji. – Schemat polegający na nadaniu utworu w radiu i wypuszczeniu singla w cztery tygodnie później to już przeszłość - mówi Graeme Oxby, szef marketingu sieci komórkowej "3", miesięcznie sprzedającej milion plików audio i wideo. Gdy technologia pozwoli na połączenie "blogów wideo" z możliwością ściągania plików, ludzie będą jeszcze chętniej ściągać muzykę na telefony komórkowe - dodaje.

Wytwórnie muzyczne zdążyły się też już zorientować, co im się bardziej opłaca. A znacznie więcej zarabiają na plikach ściąganych na komórki niż na emisji utworów w telewizji. Dlatego też, coraz częściej decydują się na specjalne usługi dla użytkowników nowych technologii. Wytwórnia Hard-Fi nakręciła niedawno dodatkową wersję teledysku - wyłącznie dla telefonów komórkowych, a Robbie Williams, Madonna i James Blunt zdecydowali się na "komórkową" premierę swych klipów.

Dawniej MTV dzierżyła władzę nad międzynarodowymi karierami wykonawców, teraz to artyści sami sięgają po nowe media i korzystają z nich, próbując zaistnieć w świadomości odbiorców. Dzięki temu "do obiegu" trafia tysiące nowych talentów. W takim natłoku odbiorca łatwo może się jednak pogubić. Potrzebuje wskazówki i doradców – tutaj MTV wciąż widzi swoją szansę.

– Jest mnóstwo śmieci i mnóstwo hałasu - mówi John Reid, szef ogólnoświatowego marketingu w Warner International. – MTV napotyka na konkurencję ze strony internetowych portali i strasznie ciężko jej wylansować nowego wykonawcę. Dlatego my koncentrujemy się na coraz mniejszej liczbie artystów. Jak przyznaje Reid, teledyski nadal są ważne, "ale stanowią tylko część strategii". (...)

Niektórzy obawiają się, że internet - zamiast działać jako czynnik demokratyzujący - stanie się jeszcze jednym narzędziem w rękach wielkich koncernów i korporacji. Obaw tych nie podziela założyciel MySpace, Chris De Wolfe. – Udało nam się zyskać taką popularność pod względem muzycznym właśnie dzięki ogromnej rzeszy artystów, którzy sami nie mogli dojść do głosu. Mieli wprawdzie własne strony internetowe, ale nie docierali do słuchaczy. Za parę tysięcy dolców byli w stanie wyprodukować płytę dobrej jakości, ale nie było jak z nią dotrzeć do masowego odbiorcy. Zespół działający w Manchesterze nie docierał do fanów w Dublinie, Iowa czy Australii. Teraz początkujący artyści znajdują fanów na całym świecie.

Inni nie są tak przekonani. Platformy typu MySpace napotykają na podobny problem jak ćwierć wieku temu MTV. Wtedy wytwórnie niechętnie udostępniały teledyski, dzięki którym MTV za darmo budowała sobie reklamową klientelę. Współczesne firmy zaczynają się zaś buntować przeciwko dostarczaniu darmowej muzyki Rupertowi Murdochowi, którego firma NewsCorp. jest właścicielem MySpace (...).

Tymczasem muzycy i fani szykują się już do wirtualnej "przeprowadzki" i szukają następcy MySpace. Chętnych na zajęcie tego miejsca jest mnóstwo, bo każdy chciałby zostać zaufanym przewodnikiem internautów po katalogu milionów utworów, teledysków i nagrań koncertowych.(...)

"Wczesna" MTV lat 80. jednoczyła odbiorców, podczas gdy internet zapoczątkował erę nieograniczonego wyboru. Sam fakt, że pewne teledyski nadal żyją w naszej zbiorowej świadomości ("Thriller" Michaela Jacksona czy "Material Girl" Madonny) jest dowodem na siłę oddziaływania dawnej muzycznej telewizji. Tzw. pokolenie MTV będzie też być może już ostatnim, które może wspólnie powspominać dawniej oglądane programy telewizyjne czy też teledyski. Następca MTV – cokolwiek nim będzie - nie narodzi się jednak na żadnym nudnym korporacyjnym posiedzeniu w Viacom, NewsCorp, ani nawet BBC. Podobnie jak pierwowzór będzie raczej wytworem czyjejś proroczej wizji i intuicji.
Fidel i jego rewolucja
   

Mauricio Vicent/19.07.2006 12:23
Kto po Fidelu?
Fidel Castro stanął przed swoim ostatnim wyzwaniem: ma zadbać o to, by rewolucja kubańska przetrwała, kiedy jego zabraknie
Po 47 latach rządów Fidel Castro szuka następcy. Nie chce żadnych nowych twarzy, opiera się wyłącznie na partyjnym aparacie. Jednak opozycjoniści wątpią, czy rewolucja zdoła przetrwać.
Celem Fidela Castro nie jest wyznaczenie konkretnego człowieka na swoje miejsce, lecz zagwarantowanie konstytucyjnej sukcesji. Takie kroki podejmuje właśnie PCC (Komunistyczna Partia Kuby). Sytuacja jest o tyle ciekawa, że po raz pierwszy władze wyspy zaczęły oficjalnie mówić o jej politycznej przyszłości. Analitycy i dyplomaci typują na następcę El Comandante obecnego ministra spraw zagranicznych Félipe Péreza Róque. Jest on kluczową postacią nadchodzących przemian.

Gabriel García Márquez, pisarz kolumbijski i laureat literackiej nagrody Nobla, powiedział kiedyś, że “Fidel Castro jest najważniejszym ogniwem rewolucji. Jest również ogniwem najsłabszym”.(...)

Fidel rządzi krajem już 47 lat. Teraz stanął przed swoim ostatnim wyzwaniem: ma zadbać o to, by rewolucja kubańska przetrwała, kiedy jego zabraknie. 13 sierpnia dyktator skończy 80 lat. Powoli zaczyna planować, w czyich rękach pozostawić władzę, tak żeby system komunistyczny nie zniknął razem z nim. Kroki, jakie podjęła PCC, dowodzą, że chodzi o zachowanie ciągłości instytucjonalnej. Na Kubie to sprawa niezwykle skomplikowana. (...)

Około 70 proc. Kubańczyków (8 milionów ludzi) urodziło się już za rządów Castro. Od zawsze żyli w państwie przez niego stworzonym, w którym panuje socjalizm w wersji kubańskiej, nazywany przez innych castryzmem albo fidelizmem. Zarówno przeciwnicy, jak i zwolennicy dyktatora zgodni są co do jednego: postać Fidela to niezbędny element tego systemu. (...)

Nie przypadkiem Fidel figuruje w encyklopediach jako ostatni żyjący aktor “zimnej wojny.” Jest trzecim pod względem wieku szefem państwa na świecie. Wyprzedza go tylko król Adulyadej z Tajlandii i brytyjska królowa Elżbieta II. 

Zdaniem Marqueza, który od lat przyjaźni się z Fidelem, Castro “nie jest zdolny stworzyć niczego, co byłoby po prostu zwyczajne”. Ta cecha jego charakteru tłumaczy, dlaczego na Kubie na jednego mieszkańca przypada najwięcej lekarzy i tancerzy baletowych na świecie. Dlatego też w jego głowie powstał pomysł bezpłatnego zoperowania sześciu milionów pacjentów z całego regionu w ciągu najbliższych 10 lat. Z tego samego powodu 300 tysięcy kubańskich żołnierzy walczyło podczas wojny w Angoli.

Cała biografia Fidela pełna jest rekordów. Najdłuższe przemówienie w czasie obrad Zgromadzenia Ogólnego ONZ trwało cztery godziny 29 minut i zostało wygłoszone przez Castro 26 września 1960 roku. Kubański przywódca wiedzie także prym wśród polityków, których najczęściej chciano zgładzić. Ponoć udaremniono ok. 640 prób zamachu na niego.

Fidel jest nie tylko zwierzchnikiem sił zbrojnych Kuby. Stoi także na czele Rady Państwa i rządu, jest pierwszym sekretarzem partii i osobą odpowiedzialną za rozwój nauki i sportu w swoim kraju. Na dodatek jest też głównym specem od PR kubańskich władz. 

Dla Kubańczyków najważniejsze wydarzenia rewolucji pokrywają się z życiorysem przywódcy. Atak na koszary Moncada, partyzancka wojna w Sierra Maestra toczona przeciwko poprzedniemu kubańskiemu dyktatorowi, Fulgencio Batiście (wygrana wbrew wszelkim przewidywaniom przez źle uzbrojonych i pozostających w mniejszości ludzi Castro). Zorganizowana przez CIA i zakończona po 72 godzinach amerykańska inwazja w Zatoce Świń, kryzys rakietowy, zapaść ekonomiczna spowodowana nieurodzajem trzciny cukrowej, co doprowadziło do sowietyzacji kubańskiej gospodarki, Zniknięcie obozu socjalistycznego, co doprowadziło wyspę do całkowitego bankructwa i w końcu boliwariański sojusz z wenezuelskim przywódcą Hugo Chavezem, który Fidel zawiązał na jesieni swojego politycznego żywota.

Ta swoista osmoza, łącząca Castro z rewolucją, a także całkowita wszechwładza dyktatora we wszystkich dziedzinach dotyczących życia Kubańczyków sprawiły, że przez wiele lat sukcesja była tematem tabu. Zupełnie jakby przemilczanie całej sprawy miało ją wyeliminować.

Dopiero omdlenie przywódcy, które miało miejsce latem 2001 roku, zmieniło sposób myślenia Kubańczyków. Trzy lata później, po zakończonym przemówieniu w Santa Clara, Castro upadł i poważnie się poturbował. Na kilka miesięcy został wyłączony z życia publicznego. Oba te zdarzenia transmitowano w telewizji i zaburzyły one w narodzie poczucie bezpieczeństwa. Także koła partyjne uświadomiły sobie, że perspektywa życia bez Fidela Castro jest naprawdę bliska. (...)

Strategię dla Kuby na wypadek śmierci  wodza opracował w czerwcu tego roku Raúl Castro, 75-letni brat dyktatora, i przedstawił ją najważniejszym wojskowym namiestnikom. Człowiek, który zgodnie z konstytucją miałby w przyszłości  przejąć władzę, stwierdził, że “zaufania, jakim naród obdarzył Fidela, nie będzie można odziedziczyć na zasadzie spadku po zmarłym.” Jego zdaniem tylko PCC “jako ugrupowanie skupiające starych rewolucjonistów” będzie zdolne do przejęcia rządów w państwie.(...)

Na wyspie rozgorzała debata. Naukowcy, socjolodzy i politolodzy, głównie kubańscy, zaczęli publikować w internecie analizy dotyczące przyszłości Kuby bez Fidela.

Były pracownik ministerstwa spraw zagranicznych, historyk Pedro Campos, podkreśla, że najważniejszym problemem będzie utrzymanie obecnego systemu gospodarczego. “Nadal powinna dominować własność państwowa. Produkcja, dystrybucja i konsumpcja pozostaną pod kontrolą centrali. Ona też nadzorować będzie wszelkie zasoby państwa i podejmować wszystkie decyzje”. Zdaniem Camposa robotnicy nie czują się właścicielami środków produkcji, a “przekonanie, iż są źle wynagradzani” sprawia, że “dobra i środki państwowe wykorzystywane są do celów prywatnych”.(...)

Niektórzy obserwatorzy uważają nawet, że proces sukcesji już się rozpoczął. Były analityk CIA Brian Latell, który właśnie opublikował w USA książkę zatytułowaną “Po Fidelu”, twierdzi, że “sprawność umysłowa i fizyczna Castro bardzo ucierpiały w ciągu ostatnich dwóch lat”, a jego publiczne wystąpienia “wzbudzają zażenowanie”. Dlatego jego zdaniem “rolę lidera odgrywa obecnie Raúl (Castro) – to on odmierza, filtruje i interpretuje wszystkie decyzje Fidela”. Zdaniem Latella tylko Raúl będzie mógł zagwarantować przetrwanie rewolucji po śmierci dyktatora. Pod jego kontrolą pozostają bowiem “siły zbrojne, służby bezpieczeństwa i spora część gospodarki”.

Władze kubańskie twierdzą, że tego typu hipotezy są bezpodstawne. “CIA od 47 lat próbuje obalić rewolucję i jak dotąd jej się to nie udało. Jej analizy nie są więc zbyt błyskotliwe” – żartuje jeden z państwowych namiestników. Faktem jest, że po czterech dekadach nietrafionych prognoz większość Kubańczyków nie ufa amerykańskim analizom. Jeśli jednak ktoś zapytałby, co myślą o przyszłości, usłyszy, że są raczej niespokojni i niepewni.(...)

Piąte partyjne plenum potwierdziło formalnie inicjatywę Raula, zmierzającą do zmiany instytucjonalnej pod wodzą partii. Nastąpiła zmiana reguł gry. Władze PCC wybrały sekretariat składający się z 12 zasłużonych działaczy partyjnych w wieku od 40 do 50 lat. Zdaniem lokalnych obserwatorów to jasny sygnał, gdzie leży przyszły potencjał i jaką drogą powinni kroczyć politycy, jeśli chcą zajmować znaczące miejsca w państwie.

Jeśli na wyspie rzeczywiście podjęto kroki zmierzające do przejęcia sukcesji po Castro, to mają one na celu tylko i wyłącznie przedłużenie życia systemu. Nie oznaczają jednak żadnych prawdziwych zmian, twierdzą dysydenci. “Rzeczywisty  problem leży w tym, że naród został całkowicie wyłączony z życia ekonomicznego i politycznego kraju. Wszystko, co nie zmierza ku zmianie tej sytuacji, jest kontynuacją panującej niesprawiedliwości” – dodaje przywódca Projektu Varela, najsłynniejszy kubański opozycjonista Oswaldo Payá.

Dla niego, podobnie jak dla pozostałych dysydentów, “fidelizm jako system skupiający całą władzę w rękach jednego człowieka nie ma żadnej przyszłości po śmierci dyktatora”. Dlatego też każdy następny rząd będzie gabinetem przejściowym. Nawet naukowcy i intelektualiści niebędący w szeregach opozycji przyznają, że rozwój wypadków w przyszłości zależeć będzie od wielu różnych czynników.

Pierwszy to “czynnik amerykański”. Po 47 latach jawnej konfrontacji z Waszyngtonem na Kubie panują silne, nacjonalistyczne nastroje. Nawet najwięksi krytycy obecnego systemu deklarują, że nie znieśliby wtrącania się Amerykanów w wewnętrzne sprawy kraju. Jeśli administracja USA nadal prowadzić będzie podobną politykę i zwiększy presję na Kubę, choćby poprzez działalność tzw. Komisji Pomocy Wolnej Kubie, stworzonej za rządów Busha (...), będzie to miało wpływ na roszady w szeregach nowych kubańskich władz.

Drugi czynnik to model ekonomiczny, jaki mógłby zostać przyjęty na wyspie. Większość analityków jest zgodna, że bez Fidela Kuba powinna otworzyć się na inne kraje, w celu znalezienia nowego konsensusu. Chyba, że wygra opcja przeciwna i dojdzie do zaostrzenia wewnętrznych napięć. Niektórzy przewidują wprowadzenie modelu chińskiego. Inni, jak Pedro Campos, opowiadają się za spółdzielczością i “robotniczym samorządem w firmach”. Miałoby to zdynamizować kubańską gospodarkę. Brak reform będzie oznaczał dla nowych władz prawdziwe samobójstwo polityczne – zgadzają się obserwatorzy.

Trzeci czynnik to kluczowa rola wojska. Wielu analityków jest przekonanych, że władze wojskowe mają na Kubie znaczące wpływy polityczne i gospodarcze. Nigdy też nie zgodzą się na “przekazanie” wyspy Amerykanom. Jednak nawet oni zdają się być elastyczni, jeśli chodzi o wprowadzanie reform. Wbrew ogólnie panującej opinii na temat Raula Castro, głoszącej, że jest człowiekiem twardym i ortodoksyjnym, okazało się, że decentralizacja i autonomia w zarządzaniu przedsiębiorstwami zostały zapoczątkowane pod jego rządami, w latach 90.

Widać to m.in. w sektorze turystycznym oraz w przedsiębiorstwach należących do wojska.

Niezależnie od wagi poszczególnych czynników oraz roli, jaką odegrają w godzinie prawdy, dwie rzeczy są pewne: przygotowania do ery “postcastrowskiej” już się rozpoczęły, ale znalezienie następcy dyktatora nie będzie łatwe.(...)
poniedziałek, 31 lipca 2006
Polski kierowca zbulwersował Anglików

Poniżej przytaczam tekst artykułu z onetu, bo niedługo zapewne go usuną z portalu...

*************************
Polski kierowca zbulwersował Anglików
Polski kierowca obsługujący autobus zastępujący pociąg na odcinku Birmingham- Coventry-Rugby, gdzie naprawiano trakcję, miał trudności ze zrozumieniem dyżurnego ruchu i z powodu nieznajomości drogi był zdany na instrukcje siedzącej obok niego pasażerki.
Kobieta przez całą wynosząca 32 km trasę tłumaczyła mu, którędy ma jechać. Kierowca dowiózł ok. 30 ludzi na miejsce i zdążyli oni na dalsze połączenie, ale cała sprawa zbulwersowała pasażerów, których wypowiedzi cytuje poniedziałkowy "The Mirror".

"Myślałam, że dyżurny ruchu stroi sobie żarty, gdy w imieniu kierowcy słabo znającego angielski zwrócił się do pasażerów, by nim pokierowali, ale chęć do śmiechu odeszła mnie, gdy zdałam sobie sprawę, że kierowca rzeczywiście nie wie, którędy jechać (...). Nie wiem, jak ten kierowca znalazł pracę" - dziwi się 32- letnia Samantha Jones. "To niedopuszczalne, że przewoźnik taki jak Virgin Trains zatrudnia kierowców, którzy nie znają drogi" - powiedział gazecie 38-letni Stephen Beech.

Virgin Trains to przewoźnik kolejowy wchodzący w skład prywatnej grupy Richarda Bransona. Firma poinformowała, że korzystała z usług jeszcze innego przedsiębiorstwa do przewiezienia pasażerów, którzy nie mogli podróżować pociągiem z powodu naprawy trakcji.

Rzecznik Virgin Trains potwierdził, iż jeden z kierowców miał trudności z porozumieniem się z dyżurnym i nie wiedział, czego się od niego oczekuje. Rzecznik dodał, iż sprawa jest badana.

***************************

W ramach komentarza: ciekawa jestem kogo firma Dziewiczy Trans;) miała zatrudnić zamiast Polaka?? Może któregoś z pasażerów? Wątpię żeby chcieli prowadzić za takie pieniądze jakie dostawał nasz rodak. Jednym słowem - dostali to, za co Polakowi zapłacili:) Trzeba mu było najpierw opłacić lekcje języka:P
Marcinkiewicz pisze bloga
http://kmarcinkiewicz.blog.onet.pl/
Były premier podobno pisze bloga. Podobno. Nie kwestionuję nawet, że polityk sam jest jego autorem... Ale wszystko brzmi tam jakoś sztucznie. Mało prawdziwych emocji jakie zwykle spotykamy w blogach. Z drugiej strony facet jest jakby nie było osobą publiczną i musi trzymać poziom, nie? Niezłą by sobie antyreklamę zrobił pisząc np.

"Ten cham przebrzydły, Lech, wywalił mnie ze stanowiska premiera i obsadził na nim swojego brata. A ja jestem przecież mądrzejszy i bardziej przystojny od niech dwóch razem wziętych!"

Taki tekst byłby trochę w złym tonie, ludzie i Lechu/Jarek pewnie nie daliby mu potem żyć... Ale przyznać trzeba, że byłoby barrrdziej autentycznie niż jakieś pierdoły o biciu motyla czy ładnych (tylko ładnych?? pięęęęęęknych - swoje, polskie trzeba chwalić !!) dziewczynach na dyskotece (oh, yeah, jakie to wyluzowane określenie, tylko trochę trąci myszką ;)).

No ale komentarze czytelników...  Miodzio. Naród Polski bardzo niezdecydowany: jedni wyzywają Marcinkiewicza od pajaców i żałosnych karierowiczów, niektórzy chcą go na prezydenta Warszawy, inni nie chcą, jeszcze inni z kolei zapraszają go by został prezydentem ich miasta zamiast stolicy... Co niektórzy zwracają uwagę, że w statystykach jest kilku użytkowników a komentarzy ponad tysiąc i kto niby je robi. W to, że nie ma komu komentować tej stronki i pracownicy ex-premiera robią to sami, jakoś nie chce mi się wierzyć... Wystarczy zajrzeć na portale internetowe ogłaszające powstanie tego bloga, np. onet.pl i sprawdzić pod artykułem ilość komentarzy (749 o godzinie 19.59). Dlaczego na stronie "oryginalnej" miałoby ich być mniej??

W każdym razie Marcinkiewicz jeszcze raz udawadnia dwie rzeczy:
1. Nie "wygląda" na polityka PiSu (wyobrażacie sobie Kaczorów piszących bloga?? buhahaha :D:D:D).
2. Wie jak się sprzedać - nawet przy głosach krytyki, pomysł bloga internautom bardzo się spodobał.

Marcinkiewicz przyszłym prezydentem RP?? Chyba raczej PRu ;)
czwartek, 06 lipca 2006
Obrigado Portugal !!
No i stało się... Wstrętne, podstępne żabojady wygrały z moją kochaną Portugalią :/ Największa złość już mi przeszła, został żal i smutek... Pocieszyć mnie może jedynie wygrana Italiano w finale. Szkoda, no...;(

Heh, a swoją drogą, zastanawiam się czy jeszcze zasługuję (nie żebym była z tego jakoś specjalnie dumna...) na nazywanie siebie Bad Girl. Bo kiedy to ja ostatnio zrobiłam coś na prawdę bad?? A facetowi?? Pffff, daaaawno. Może stałam się grzeczna?? A nie, srorry, jakiś miesiąc, góra dwa temu naciągnęłam  obcego kolesia na piwo, pamiętam...:] Do tego bezceremonialnie i po chamsku, grając wybredną księżniczkę, olałam kilku gości, którzy podbijali do mnie na parkiecie... Ale w sumie, to jednak cienkie ekscesy. Więc może niedługo zmienię tytuł na... Nice Girl;)?? Zobaczymy. Póki co mam jeszcze conajmniej jedno spotkanie damsko-męskie:D Kolega Daniel zaprosił mnie na sobotę na grilla (razem z jego rodzinką-ale nie raz już z nimi piłam;)) i mam nadzieję, że porzucił swe niecne plany uczynienia ze mnie kogoś więcej niż jego koleżanka:// Zaryzykuję ten wyjazd przede wszystkim dlatego, że mam cholerną ochotę na jezioooro, a po drugie - lubię go (Daniela, a nie grilla, chociaż w sumie tego drugiego też lubię:)). A "conajmniej" użyłam w znaczeniu takim, że od kilku tygodni coraz częściej odzywa się Jacek z Kraka... No, taki koleś, poznałam go w zeszłym roku na gg, fajnie nam się gadało, dzwonił czasem. Ciągle mówi, że musimy się spotkać na realu i może ponieważ są wakacje... może morze, a może i się zobaczymy:) W sumie nawet ciekawa jestem. Widziałam jakieś fotki, ale na żywo to zuuuupełnie coś innego, nie??

W każdym razie... jutro kolejny dzień praktyk i popołudniowe spotkanie w sprawie... aj, nie będę zapeszać ;)
sobota, 01 lipca 2006
Obiecanki - macanki :D dedykowane chłopakom z ds11(i Sebie)
To zdjęcie potwierdza spiskową teorię chłopaków o ty, że geje (i erotyzm) są wszędzie (zwłaszcza w bajkach: Boblek i Lolek, Reksio, Smurfy, Gumisie;)), a nawet na Mundialu, trzeba się tylko dobrze przyjrzeć...


"Obiecuję, że jeśli teraz odpuścisz sobie tą piłkę, to w nocy się odwdzięczę:P"
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8